Aż prosi się o komentarz

Czy można dużo czytać, a nie być oczytanym?

Za Słownikiem Języka Polskiego: oczytany – taki, który dużo czytał i zdobył tą drogą dużo wiadomości…

Kiedyś czerpaliśmy wiedzę przede wszystkim z książek. Do nauki potrzebne nam były różne słowniki (Języka Polskiego, języków obcych, z różnych dziedzin nauki itd.), atlasy, encyklopedie, kompendia wiedzy i podręczniki. Do pewnego momentu w TV mieliśmy tylko dwa kanały i filmów dokumentalnych (historycznych, biologicznych, geograficznych…) było tyle, co kot napłakał. W szkole bardzo rzadko posiłkowano się takimi filmami na video jako dopełnieniem naszego procesu edukacji. Nic więc dziwnego, że ktoś, kto sporo czytał w tamtych czasach, miał ogromną szansę być osobą oczytaną, na pewno większą, niż dzisiaj. A jak do swoich lektur dodał jeszcze (auto)biografie ciekawych osób, które czegoś wartościowego w życiu doświadczyły, to już w ogóle miodzio-malina.

Czy encyklopedie i słowniki w formie książkowej mają dzisiaj rację bytu?

Pamiętacie encyklopedie 4-tomowe lub składające się z jeszcze większej liczby tomów? Często  było tak, że po wydaniu ostatniego tomu całość była już mocno nieaktualna, bo albo coś się na świecie zmieniło albo wiedza w jakimś etapie została mocno uzupełniona. Do encyklopedii wydano wprawdzie Suplement, ale założę się, że ledwo rzucono go „na sklepy:”, już nie miał za bardzo sensu przez wzgląd na rolę, jaką miał spełniać, bo… po prostu w części już się zdezaktualizował.

W tym roku mają się zmienić lub już się zmieniły pewne zasady polskiej ortografii. I teraz, zanim zostanie wydrukowany nowy Słownik Języka Polskiego oraz Słownik Ortograficzny, minie jakiś czas. A co zrobić z dotychczasowymi egzemplarzami tych publikacji? Wszak już wprowadzają w błąd… Tu i owdzie pewnie pojedyncze egzemplarze pójdą do jakiegoś archiwum jako ciekawostka dla przyszłych pokoleń i jako materiał porównawczy dla kolejnych generacji naukowców, ale co z resztą tysięcy egzemplarzy?

Niewątpliwie, wszelkie zmiany i uzupełnienia łatwiej dzisiaj robić w elektronicznych wersjach encyklopedii, słowników i innych tego typu publikacji. I nie trzeba się przy tym martwić, co zrobić z tysiącami nieaktualnych egzemplarzy wydanych drukiem. Tak, można je przetworzyć na papier, na którym znów można coś wydrukować, ale to też kosztuje i trwa.

Dzisiejsza rola książek w zdobywaniu wiedzy

Dzisiaj wciąż wiele podręczników i publikacji naukowych z różnych dziedzin wychodzi drukiem. Niektóre mają swoje elektroniczne wersje, ale tak czy owak nie są częścią darmowych zasobów Internetu. Powstaje też coraz więcej poradników, ale już w wersji elektronicznej. Jednak z drugiej strony mamy ww. rodzaje publikacji, które już nie sprawdzają się w formie książek tradycyjnych. Wiedzę czerpiemy już nie tylko z książek, ale i z sieci oraz z licznych filmów dokumentalnych.

Rola książek jako takich we wzbogacaniu wiedzy zmalała, choć wciąż nie zanikła całkowicie. Niewykluczone że są już osoby, które więcej wiedzy przyswoiły ze źródeł innych, niż książki. A dlaczego? Cóż, nie każdego stać na kupowanie książek, wiele osób ma do nich dostęp tylko dzięki bibliotekom, a nie każda jest Biblioteką Jagiellońską, prawda? Wiele małych bibliotek wciąż ma problemy z brakiem miejsca na książki i musi wybierać, co kupić. I najczęściej są kupowane tytuły czytane dla przyjemności, choć niekoniecznie czegoś uczące.

Przeczytałam 89 książek w 12 miesięcy 2025 roku i nie jestem bardziej oczytana, niż rok temu

… oczywiście, jeśli będziemy się twardo i sztywność trzymać definicji ze SJP. Co wobec tego zyskałam na tym pamiętając, że niestety sporo tych książek okazała się pod względem literackim co najwyżej średnia? Zyskałam wiedzę o ty, co się dzisiaj czytuje i pisuje (autorzy, pisarze) – zawsze coś… Pewnie doktoratu na tej wiedzy nie zrobię, ale jest już o czym pogadać, aby wymienić opinie z innymi czytelnikami

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *