Od mniej więcej dekady, co jakiś czas, w „polecajkach” na smartfonie pokazują mi się artykuły o blokach z wielkiej płyty. Teksty te przypominają, że wytrzymałość budynków powstałych w tej technologii, przewidywano na 50-70 lat. A to by oznaczało, że część tego typu bloków wchodzi już w dolną część tych widełek… Niniejszy wpis jest swego rodzaju odpowiedzią na artykuły przypominające nam co i rusz o zbliżającym się terminie 50-70 lat trwania wielkiej płyty. Nasuwa mi się bowiem kilka pytań. Czy można jedynie siać niepokój? Czy może jednak warto pomyśleć nie tylko o tych, co chcą kupić dzisiaj nowe / olejne cztery kąty, ale też o tych, którzy i za 30 lat będą skazani na wielką płytę? Ktoś pomyślał, co da się zrobić z przynajmniej kilkoma milionami ludzi na raz, z których część ma w dodatku mieszkania w wielkiej płycie na własność? Przecież trzeba im będzie zapewnić inny dach nad głową.
Dlaczego bloki z wielkiej płyty zaczęły w ogóle powstawać?
Była to przede wszystkim odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na mieszkania. Dwadzieścia lat po wojnie Polska wciąż się odbudowywała, rosła też populacja. Wielu ludzi przeprowadzało się do miast „za chlebem”. To powodowało, że miasta musiały się zacząć rozrastać. Aby odpowiedzieć na potrzeby społeczeństwa szybko i możliwie tanio, postawiono na wielką płytę. Podstawowymi elementami były tu gotowe betonowe prefabrykaty. Budowa bloku z takich elementów trwała krócej, niż choćby z cegieł. Sam proces produkcji tych elementów był zunifikowany, co ułatwiało masowy wyrób.
Co istotne, miało to być rozwiązanie tymczasowe, odpowiadające na potrzeby społeczeństwa do momentu powstania nowoczesnych, lepszych technologii w budownictwie.
Dziś szacuje się, że w Polsce stoi koło 60 000 bloków z wielkiej płyty i wciąż mieszka w nich ponad 10 000 000 ludzi.*
Nadeszły nowe technologie w budownictwie, zmienił się ustrój, a sprawa wielkiej płyty i jej mieszkańców jakby nie istniała w dalekosiężnych planach na przyszłość dla kraju.
50-70 lat, czy jednak dłużej?
Na przestrzeni ostatnich 25-30 lat większość bloków z wielkiej płyty przeszła już pewne modernizacje, np. zapewniono im ocieplenie. Na jak długo to wystarczy? Czy wzmocniło to ściany bloków? I czy tylko to wystarczy? Na pewno nie. To, co mogą zrobić administracje osiedli w tzw. częściach wspólnych, to na pewno robią. Są wymieniane i przeglądane windy, sposób ogrzewania klatek schodowych, okna, ale co z instalacjami wodnymi i elektrycznymi oraz gazowymi? Te ostatnie w mieszkaniach od lat przechodzą obowiązkowe przeglądy szczelności. W dodatku coraz więcej mieszkańców rezygnuje z gazu jako z medium do podgrzewania wody w kranach oraz do gotowania. Przechodzą na prąd i na tzw. ciepłą wodę miejską. Jednak instalacja gazowa nadal w blokach istnieje.
A co z instalacją elektryczną? Ilu właścicieli mieszkań w wielkiej płycie stać na jej wymianę ot tak? Czy kiedyś będzie obowiązek jej wymiany w każdym lokalu mieszkalnym?
Podobnie ma się sprawa z całokształtem wszystkich rur wodno-kanalizacyjnych.
A co z samymi materiałami, z których powstały bloki? I nie chodzi tylko o ściany, ale i powierzchnie oddzielającymi od siebie piętra – stropy? W większości mieszkań stoją meble, sprzęty i żyją ludzie – podłogi są więc non stop obciążone wieloma kilogramami, które muszą przenieść na ściany nośne. I tak już od 50 lat lub dłużej.
Niech będzie i 100 lat, ale ile to będzie kosztowało?
Wszelkie prace konserwatorskie i modernizacyjne kosztują. Coraz lepszej jakości materiały i technologie też maja swoja cenę. Do tego inflacja – nawet jeśli symboliczna, to jednak jest. To wszystko oznacza jedno: powtarzające się podwyżki czynszów. Bo jeśli spółdzielniom będzie zależało na tym, aby jak najdłużej utrzymać podległe im bloki we właściwym stanie, bezpiecznym do zamieszkania, to będą musiały nadążyć za wzrostem cen.
Dziś mieszkania w wielkiej płycie wciąż „się cenią”
Mimo wszystko mieszkania z wielkiej płyty wciąż znajdują swoich amatorów, co widać na wtórnym rynku nieruchomości. I tu moje pytanie: czy dlatego deweloperzy wciąż przypominają nam w artykułach o upływie czasu i leciwości „wielkiej płyty”? Aby jednak namówić pewną część osób szukających nowego mieszkania na coś z rynku pierwotnego? Po części pewnie tak.
Jednak osiedlom z wielkiej płyty należy przyznać jedno: tu zadbano o bliskość szkół, przedszkoli, przychodni zdrowia, sklepów i zieleni. Bloki budowano tak, by nie ograniczały dostępu do światła dziennego blokom sąsiednim, co niestety nie zawsze da się powiedzieć o osiedlach nowszych.
I jeszcze jedna sprawa: część mieszkań w blokach z wielkiej płyty została wykupiona na własność. Co się stanie z ich właścicielami lub spadkobiercami, gdy blogi przestaną nadawać się do dalszej modernizacji?
Hipotetycznie: co się stanie z milionami mieszkańców wielkiej płyty, gdy nie da się już przedłużyć żywotności tych budynków?
Pospekulujmy przez chwilę: powiedzmy, że w bloku z wielkiej płyty są 4 klatki schodowe i łącznie +- 130 mieszkań. Co się stanie z mieszkańcami i przede wszystkim z właścicielami tych lokali, gdy blok przestanie spełniać normy bezpieczeństwa i nie da się już zrobić NIC, aby przedłużyć jego żywotność? Większość z nich zapewne nie dysponuje na tyle dużą gotówką, aby kupić coś nowego; nie każdy ma odpowiednią zdolność kredytową, aby móc coś kupić na kredyt. sporo zależy nie tylko od wynagrodzenia, ale i od wieku. Czy osobom 50+ banki dadzą kredyt na 30 lat pod kątem mieszkania?
Czy ktoś już w ogóle myśli o tym ogromie ludzi mieszkającej w wielkiej płycie? Czy zostawi się to na ostatnią chwilę w myśl: „jakoś to będzie”? JAK? To już nie PRL. Miasta notorycznie nie mają wystarczającej liczby mieszkań socjalnych dla ludzi w trudnej sytuacji życiowej. To co zrobią z tysiącami obywateli, którzy kiedyś mogą zostać bez dachu nad głową, bez swojej własności, bo wielka płyta po prostu się wyeksploatuje i złoży jak domek z kart?
Poniższe grafiki to tylko stworzone przez AI wizualizacje, ale może by do kogoś przemówiły na tyle, aby wykorzystał te kolejne 20-30 lat na szukanie dobrych dla ludzi rozwiązań:


Artykuł w tym samym temacie – trafiłam na niego już po napisaniu mojego posta
